gm. Cybinka, woj. lubuskie

Edmund Dolański

– Decyzję o podłączeniu się do EWE podjąłem bez dyskusji - mówi Edmund Dolański, 86 letni mieszkaniec Cybinki.

Panie Edmundzie, widzę, że zastaję Pana w dobrym zdrowiu i kondycji.

- A dziękuję, jest dobrze.


A od ilu lat używa Pan gazu do ogrzewania domu?

- Już od osiemnastu lat.

A zanim gaz został podłączony, to czym dom był ogrzewany?

- Oj… na początku tak w ogóle, to w każdym pokoju miałem osobny piec. To była robota. Porąbać drzewo, kupić węgiel i przyszykować w każdym pokoju po kolei, potem wyczyścić piec, wynieść popiół, rozpalić. Następnie jeszcze trzeba pilnować wszystkich pieców, żeby nie wygasło, bo za chwilę zimno się robiło… Oj było roboty. Później już miałem centralne ogrzewanie w domu, ale dalej trzeba było gromadzić drewno na rozpałkę i węgiel. Dużo trudu musiałem ponieść, żeby w domu było ciepło. Aby rano w domu było ciepło, to trzeba było przed spaniem, około 22.00 zejść do piwnicy i dołożyć sporo, aby starczyło do rana. Tylko wtedy wieczorem robiło się bardzo gorąco co było niezdrowe. Temperatura w domu to wtedy chyba ze 30 stopni miała. Rano, kiedy jeszcze w piecu był żar, znowu trzeba było dołożyć trochę drzewa i tak przez całą zimę nie wygaszałem w ogóle pieca. Cały czas się paliło i dużo roboty z tym było.


A jak zaopatrywał się Pan w opał? Przed laty nie było to proste.

- Z opałem był kłopot i ja miałem jeszcze dodatkowy problem. Miałem hektarową działkę i byłem niby rolnikiem. I choć pracowałem w urzędzie to i tak traktowano mnie jak rolnika, bo miałem ziemię. A rolnikowi węgiel się nie należał… Nie należało się też masło dla dziecka, tylko kostka smalcu. Takie to były czasy!


To gdzie kupował Pan opał?

- Drewno (obrzynki) można było kupić w tartaku więc na rozpałkę było. A z węglem? Dookoła wszystkich człowiek znał i wszyscy znali mnie, pomagaliśmy sobie wzajemnie. Ktoś czasem zabił świniaka i nie kupował węgla, to oddawał mi asygnatę i miałem węgiel na zimę. Niedaleko był zaprzyjaźniony zakład, to mi kierownik trochę koksu sprzedał i jakoś człowiek sobie radził.


Ale na szczęście 18 lat temu pojawiła się możliwość podłączenia do gazu od EWE.

- Tu niedaleko, przez las, EWE ciągnęło sieć gazową i jako pierwsze gaz odbierały budynki nadleśnictwa, a pierwsza ulica, którą podłączano do sieci EWE, to była właśnie moja ulica Robotnicza. Ja od razu, jako jeden z pierwszych, a może i pierwszy miałem podłączony gaz ziemny.


I jak teraz to wygląda?

- Teraz ustawiam sobie taką temperaturę jaką chcę i mam tak samo wieczorem, tak samo rano i w nocy. Ani za gorąco, ani za zimno. I zdrowo w mieszkaniu. O piecu dzięki EWE szybko zapomniałem i do dziś nie tęsknię za nim.


A ile trwały formalności związane z podłączeniem gazu od EWE?

- To poszło szybko. Było zebranie, poszedłem i dowiedziałem się jak z tym podłączeniem, byli fachowcy od EWE - szybko załatwiłem sprawy.


A za kopcącym kominem tęskni Pan? Mieszkacie trochę na uboczu, las blisko, to i powietrze pewnie też się poprawiło?

- Powietrze mamy zdrowe teraz. Nie ma co narzekać. I wie Pan co? Nie muszę nigdzie jeździć, kombinować, załatwiać… Teraz skrzynkę z opałem mam koło domu, a w niej opału tyle, ile chcę!


Zamienił by Pan teraz ogrzewanie gazowe na coś innego?

- A po co mi to? Znowu miałbym w kopciuchu palić? Już sił trochę ubyło. Niby zdrowy jestem, ale swoje już przeszedłem. 


A jak od strony ekonomicznej oceni pan ogrzewanie gazem?

- Przez cały rok płacę jedną stawkę prognozową, którą mi nalicza EWE i na koniec roku przychodzi mi rozliczenie. Wiadomo, że gdyby było trochę taniej to było by lżej, ale nie ma na co narzekać. Od Amerykanów gaz ma być droższy, to ja wolę ten od EWE.


Dziękuję za rozmowę.

Na mojej ulicy gaz miałem jako pierwszy.

Serwis korzysta z plików cookies zgodnie z Polityką Plików Cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies możesz określić w Twojej przeglądarce.Więcej